Niby fajnie, bo FW20 wyłamały linię trendu spadkowego. Problem w tym, że oznacza to powrót do dość szerokiego kanału bocznego 2650-2800. Mamy więc szansę na około 80-punktowy wzrost - na pokonanie 2800 raczej marne. Niesłychanie niska liczba otwartych pozycji świadczy o marazmie, który opanował nasz rynek i rządzi nim od kilku już miesięcy. O godziwy zarobek więc trudno i pozostaje nam granie na oscylatorach.
Dla tych, którzy liczą teraz na kilka sesji wzrostów, niepokojąca może być sytuacja na szerszym WIG-u (indeks ten jest ważniejszy dla posiadaczy akcji) gdzie trend spadkowy nie został przełamany.
W moim portfelu znajdują się obecnie: Bogdanka i Tauron. Złożyłem dziś zlecenie na Kernel, ale "nie weszło". Tak prawdę mówiąc, to te inwestycje są robione bardziej z nudów - branże defensywne i tak nie dadzą zarobić sporej sumki. Na wchodzenie w rynek szerokim frontem jest jednak za wcześnie, a korekta do poziomu 2600 byłaby znacznie lepszą okazją ku temu.
Witaj! To jest blog analityka rynków finansowych.
Historia lubi się powtarzać, trendy naprawdę istnieją, ale cena nie zawiera wszystkiego - z tego powodu jestem zwolennikiem łączenia analizy technicznej i fundamentalnej.
Zapraszam do przeglądania archiwum i poszczególnych kategorii. Blog ma również dostarczać wiedzy, a nie tylko przekazywać bieżące analizy. W związku z tym wiele z wpisów nie traci swojej aktualności. Miłej lektury!
czwartek, 3 marca 2011
piątek, 25 lutego 2011
Dlaczego układy planet (nie) wpływają na ceny?
Na wstępie trzeba wyjaśnić dlaczego w tytule wpisu znalazł się nawias ( ). Otóż, po pierwsze, choć wydaje mi się to mało prawdopodobne, nie mogę z całą pewnością wykluczyć, że wpływ taki rzeczywiście istnieje. Po drugie, są i tacy, którzy świadomie i zdecydowanie twierdzą, że tak w istocie jest. Wreszcie, po trzecie, czyni to tytuł bardziej intrygującym i mogę po cichu liczyć na większą liczbę kliknięć :) odpowiedź na to pytanie nie jest wcale taka banalna.
Ano właśnie. Jakiś czas temu gdzieś w Internecie wpadłem na bloga, którego autor wyśmiewał się z pewnego wykładowcy, że uczy studentów astrologii na przedmiocie o nazwie Analiza Techniczna. O! Nawet udało mi się po roku wygrzebać ten wpis.
Nie ważne jest teraz to co tam zostało napisane. Interesujące jest to, że ta sama osoba z pasją opowiada o fantastycznym prawie Benforda. [link do wiki, dla tych którzy nie wiedzą co to]. Wielu, a nawet bardzo wielu inwestorów (w tym i ja) używa do codziennej analizy złotych proporcji Fibonacciego. Dlaczego więc nie wierzymy, że Mars i Wenus mają wpływ na decyzje inwestycyjne, choć jesteśmy święcie przekonani, że naszymi emocjami rządzi liczba 1,618? Tym bardziej, że i w kosmosie proporcja Fibonacciego występuje powszechnie. Możnaby nawet zaryzykować dość odważne i nieco prowokacyjne stwierdzenie, że ten kto inwestuje stosując liczby Fibo, jeśli jego system ma być spójny, powinien czytać też horoskopy... Czy jest bowiem rozsądne odrzucać to od siebie, wierząc jednocześnie, że naszymi emocjami rządzą te same liczby co budową skorupaiaka Nautilius Pompilius* ?
Problem więc jest znacznie bardziej poważny niż wydawało się po przeczytaniu tytułu dzisiejszego wpisu. Odpowiedź na postawione w nim pytanie sprowadza się do tego, czy istnieje jakiś naturalny porządek, który decyduje o takim a nie innym kształtowaniu się cen na rynku? Aby w ogóle rozmawiać o tym czy i dlaczego metoda oparta na liczbie 1,618 ma być lepsza od metody kalendarza planetarnego, trzeba najpierw odpowiedzieć sobie na to pierwsze, podstawowe pytanie.
No dobrze, a jeśli ktoś nie wierzy w żadne tego typu opowieści jak złote środki i kwarty księżyca? Czy w ogóle pozostaje mu coś innego niż odejście do obozuwroga analizy fundamentalnej? Ależ oczywiście!
Charles Dow w ogóle nie myślał o złotych proporcjach. Według jego teorii, rynki poruszają się w trendach, ceny dyskontują wszystko, a historia się powtarza. Do zarabiania nie potrzebował złotych proporcji tylko poprawnie zdefiniowanego trendu. Odrzucając liczby Fibonacciego, być może pozbawiamy się narzędzi do oznaczania możliwych punktów zwrotnych, ale bynajmniej nie oznacza to, że nie możemy zarabiać z trendem!
_____________
* Nautilius Pompilius to nie tylko skorupiak, ale i rosyjska kapela rockowa. Zwierzątko tymczasem zyskało sławę wśród inwestorów, gdyż jego muszla jest zbudowana według proporcji, które da się przybliżyć liczbą pi, a więc i liczbą 1,61
Ano właśnie. Jakiś czas temu gdzieś w Internecie wpadłem na bloga, którego autor wyśmiewał się z pewnego wykładowcy, że uczy studentów astrologii na przedmiocie o nazwie Analiza Techniczna. O! Nawet udało mi się po roku wygrzebać ten wpis.
Nie ważne jest teraz to co tam zostało napisane. Interesujące jest to, że ta sama osoba z pasją opowiada o fantastycznym prawie Benforda. [link do wiki, dla tych którzy nie wiedzą co to]. Wielu, a nawet bardzo wielu inwestorów (w tym i ja) używa do codziennej analizy złotych proporcji Fibonacciego. Dlaczego więc nie wierzymy, że Mars i Wenus mają wpływ na decyzje inwestycyjne, choć jesteśmy święcie przekonani, że naszymi emocjami rządzi liczba 1,618? Tym bardziej, że i w kosmosie proporcja Fibonacciego występuje powszechnie. Możnaby nawet zaryzykować dość odważne i nieco prowokacyjne stwierdzenie, że ten kto inwestuje stosując liczby Fibo, jeśli jego system ma być spójny, powinien czytać też horoskopy... Czy jest bowiem rozsądne odrzucać to od siebie, wierząc jednocześnie, że naszymi emocjami rządzą te same liczby co budową skorupaiaka Nautilius Pompilius* ?
Problem więc jest znacznie bardziej poważny niż wydawało się po przeczytaniu tytułu dzisiejszego wpisu. Odpowiedź na postawione w nim pytanie sprowadza się do tego, czy istnieje jakiś naturalny porządek, który decyduje o takim a nie innym kształtowaniu się cen na rynku? Aby w ogóle rozmawiać o tym czy i dlaczego metoda oparta na liczbie 1,618 ma być lepsza od metody kalendarza planetarnego, trzeba najpierw odpowiedzieć sobie na to pierwsze, podstawowe pytanie.
No dobrze, a jeśli ktoś nie wierzy w żadne tego typu opowieści jak złote środki i kwarty księżyca? Czy w ogóle pozostaje mu coś innego niż odejście do obozu
Charles Dow w ogóle nie myślał o złotych proporcjach. Według jego teorii, rynki poruszają się w trendach, ceny dyskontują wszystko, a historia się powtarza. Do zarabiania nie potrzebował złotych proporcji tylko poprawnie zdefiniowanego trendu. Odrzucając liczby Fibonacciego, być może pozbawiamy się narzędzi do oznaczania możliwych punktów zwrotnych, ale bynajmniej nie oznacza to, że nie możemy zarabiać z trendem!
_____________
* Nautilius Pompilius to nie tylko skorupiak, ale i rosyjska kapela rockowa. Zwierzątko tymczasem zyskało sławę wśród inwestorów, gdyż jego muszla jest zbudowana według proporcji, które da się przybliżyć liczbą pi, a więc i liczbą 1,61
Etykiety:
astrologia,
chaos,
Fibonacci,
nautilius pompilius,
porządek,
złote proporcje
niedziela, 20 lutego 2011
Dlaczego eksperci nigdy nie przewidują trendu bocznego?
Nie od dziś wiadomo, że dużą (jeśli nie większą) część czasu na giełdzie dominuje trend boczny. Mamy taką sytuację choćby obecnie, a trwa ona od października .To dobra okazja, aby zastanowić się nad pytaniem postawionym w tytule.
Niezwykle rzadko możemy spotkać analizę przeprowadzoną przez pracownika instytucji finansowej (domu maklerskiego) w której przewiduje on długotrwałą stabilizację równowagi na rynku w postaci trendu bocznego. Przeglądając takie rekomendacje i posługując się nimi przy dokonywaniu decyzji inwestycyjnych musimy pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy: konflikcie interesów Twoich i Twojego domu maklerskiego.
Tobie zależy przede wszystkim na tym, żeby zarobić jak najwięcej. Jemu też chodzi o zarobek. Tyle, że Ty zarabiasz na dobrze podjętych decyzjach, a on, na jak największej liczbie podjętych decyzji, niezależnie od tego, czy będą trafne czy nie. Pewnie, im też zależy na tym, żebyś zarabiał, był zadowolonym i aktywnym przez dłuższy czas klientem. Ale jest to cel uboczny, i jeśli przyjdzie im wybierać, to wolą żebyś dał im zarobić dużo i szybko, a więc zwykle wypadł z rynku.
Nie lubią słowa "trzymaj" bo oznacza ono brak podjęcia decyzji, jeśli już akcje masz i zwykle również wtedy, gdy ich jeszcze nie ma. Bardziej od "kupuj" czy "akumuluj" lubią natomiast "przeważaj". Żeby przeważyć jakiś papier w portfelu, musisz coś sprzedać a potem coś kupić, a więc zarobek - dla maklera - podwójny.
A dlaczego większość rekomendacji jest "pozytywnych"? Otworzyłem siedem pierwszych analiz na bossa.pl (wybór przypadkowy) 4 z nich to kupuj, 1 akumuluj, 2 trzymaj. Żadnych pesymistycznych! Wynika to z faktu, że inwestorzy chętniej słuchają pozytywnych informacji. Gdy tylko usłyszą, że gdzieś szykuje się hossa, prędko kupują, a obawie, że kursy im "uciekną". Gdy tymczasem ktoś wieszczy spadki, w dodatku na papierze który właśnie kupiliśmy, chętnie wmawiamy sobie, że tak naprawdę wiemy lepiej, a spadki mogą nie nastąpić.
Niezwykle rzadko możemy spotkać analizę przeprowadzoną przez pracownika instytucji finansowej (domu maklerskiego) w której przewiduje on długotrwałą stabilizację równowagi na rynku w postaci trendu bocznego. Przeglądając takie rekomendacje i posługując się nimi przy dokonywaniu decyzji inwestycyjnych musimy pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy: konflikcie interesów Twoich i Twojego domu maklerskiego.
Tobie zależy przede wszystkim na tym, żeby zarobić jak najwięcej. Jemu też chodzi o zarobek. Tyle, że Ty zarabiasz na dobrze podjętych decyzjach, a on, na jak największej liczbie podjętych decyzji, niezależnie od tego, czy będą trafne czy nie. Pewnie, im też zależy na tym, żebyś zarabiał, był zadowolonym i aktywnym przez dłuższy czas klientem. Ale jest to cel uboczny, i jeśli przyjdzie im wybierać, to wolą żebyś dał im zarobić dużo i szybko, a więc zwykle wypadł z rynku.
Nie lubią słowa "trzymaj" bo oznacza ono brak podjęcia decyzji, jeśli już akcje masz i zwykle również wtedy, gdy ich jeszcze nie ma. Bardziej od "kupuj" czy "akumuluj" lubią natomiast "przeważaj". Żeby przeważyć jakiś papier w portfelu, musisz coś sprzedać a potem coś kupić, a więc zarobek - dla maklera - podwójny.
A dlaczego większość rekomendacji jest "pozytywnych"? Otworzyłem siedem pierwszych analiz na bossa.pl (wybór przypadkowy) 4 z nich to kupuj, 1 akumuluj, 2 trzymaj. Żadnych pesymistycznych! Wynika to z faktu, że inwestorzy chętniej słuchają pozytywnych informacji. Gdy tylko usłyszą, że gdzieś szykuje się hossa, prędko kupują, a obawie, że kursy im "uciekną". Gdy tymczasem ktoś wieszczy spadki, w dodatku na papierze który właśnie kupiliśmy, chętnie wmawiamy sobie, że tak naprawdę wiemy lepiej, a spadki mogą nie nastąpić.
poniedziałek, 14 lutego 2011
Kreatywna księgowość, czyli jak to się robi w MF
Choć to, że będziemy mieć problemy z możliwym przekroczeniem poziomu 55% zadłużenia w stosunku do PKB było wiadomo od bardzo dawna, rząd dopiero teraz, stojąc już pod ścianą próbuje coś na to zaradzić. Pomysłowość rządzących nie kończy się bynajmniej na majstrowaniu przy OFE, co samo w sobie jest posunięciem o tyle genialnym, że świetnie wpisuje się w cel ministra finansów. Celem tym jest takie przedstawienie sytuacji, żeby wydawało się że jest dobrze. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, czy chodzi o to, żeby naprawdę było dobrze, to niech je porzuci.
Chyba nie ma sensu komentować nowelizacji ustawy o OFE. Zrobiono to już nieźle w wielu miejscach (polecam tutaj szczególnie ten blog). W tym miejscu trzeba tylko podkreślić, że nie jest to reforma systemu emerytalnego. Pomijając już fakt, że jest to raczej krok wstecz, który reformą trudno nazwać, to najważniejszy jest prawdziwy cel tych propozcyji. A tym jest uniknięcie przekroczenia progu 55%. Cała otoczka i bajdurzenie o tym, że emerytury będą wyższe albo że wreszcie trzeba utrzeć nosa opasłym funduszom to brednie wciskane społeczeństwu po to, żeby myślało że rząd dba o ansze kieszenie.
Tymczasem "reforma" systemu emerytalnego to kolejna operacja kreatywnej księgowości którą uprawia Ministerstwo Finansów. Podejrzewam, że pomysłów resortu kierowanego przez J.V. Rostowskiego nie powstydziłby się żaden menedżer Enronu. Wracajmy jednak ad rem.
Jak sądzisz, Czytelniku, do czego służą rezerwy walutowe którzymi zarządza MF? Może wydaje Ci się, że chodzi o zapewnienie stabilności polskiej waluty? Pewnie tak powinno być, może nawet czasami do tego są wykorzystywane. Ale na przykład w grudniu tego roku MF wydało 4 miliardy euro tylko po to, aby na papierze dług publiczny był niższy ni,ż 55%. [Por. bardzo dobry według mnie artykuł z Naszego Dziennika [link] tym którzy napiszą pod notką że ND kłamie, co jest prawdą znaną powszechnie, polecam próbę podjęcia polemiki merytorycznej z tezami artykułu.]
Nie będę tutaj tłumaczył na czym polegają takie transakcje swap i dlaczego akurat tego instrumentu używało MF (nie wlicza się ich do długu). Chodzi o to, dlaczego to robiło. Wydało 4 miliardy euro [tutaj trzeba ostrożnie podejść do rewelacji ND, gdyż te pieniądze nie zostały utracone, tylko przeksiegowane] tylko po to, aby móc na papierze wykazać, że mamy niższy dług, niż mamy.
Identycznie wygląda operacja z przesunieciem składki z OFE do ZUS. Rząd od miesięcy szermuje argumentami, najpierw w dyskusji z Komisją Europejską, teraz ze społeczeństwem, że te pieniądze są państwowe i to że oddajemy je do OFE sztucznie zawyża dług publiczny. Jednak dotychczas słyszeliśmy, że środki w OFE są "nasze" i generalnie dlatego warto oszczędzać na emeryturę. To jak to w końcu jest? Czyja to kasa?
Rząd twierdzi, że budżetu, bo przecież to ustawa zdecydowała, że oddajemy składkę do OFE, a nie do ZUS. Więc równie dobrze w ustawie możnaby skierować ten strumień do państwowego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych! Nikt nawet nie zająknie się, że te składki są odprowadzane od naszych zarobków, od pieniędzy które otrzymujemy za naszą pracę. Według tej pokrętnej logiki można powiedzieć, że równie dobrze Sejm może postanowić, że 100% naszych zarobków powinno wędrować do ZUS. Wtedy nasz dług chyba w ogóle przestałby istnieć.
W zasadzie więc powinniśmy się cieszyć, że rząd zabiera nam tylko tyle, ile zabiera. Bo przecież może zabrać wszystko! Coś mi się przypomina na tą okoliczność:
Telewizja radziecka kręci film o dobroci Stalina. Jedno z ujęć; Do Stalina podchodzi małe dziecko i mówi:
- Wujku, daj cukierka.
- Won ty s.....u! - Krzyczy Stalin
W tym momencie kamera kieruje obiektyw na planszę z napisem: A mógł zabić!
Chyba nie ma sensu komentować nowelizacji ustawy o OFE. Zrobiono to już nieźle w wielu miejscach (polecam tutaj szczególnie ten blog). W tym miejscu trzeba tylko podkreślić, że nie jest to reforma systemu emerytalnego. Pomijając już fakt, że jest to raczej krok wstecz, który reformą trudno nazwać, to najważniejszy jest prawdziwy cel tych propozcyji. A tym jest uniknięcie przekroczenia progu 55%. Cała otoczka i bajdurzenie o tym, że emerytury będą wyższe albo że wreszcie trzeba utrzeć nosa opasłym funduszom to brednie wciskane społeczeństwu po to, żeby myślało że rząd dba o ansze kieszenie.
Tymczasem "reforma" systemu emerytalnego to kolejna operacja kreatywnej księgowości którą uprawia Ministerstwo Finansów. Podejrzewam, że pomysłów resortu kierowanego przez J.V. Rostowskiego nie powstydziłby się żaden menedżer Enronu. Wracajmy jednak ad rem.
Jak sądzisz, Czytelniku, do czego służą rezerwy walutowe którzymi zarządza MF? Może wydaje Ci się, że chodzi o zapewnienie stabilności polskiej waluty? Pewnie tak powinno być, może nawet czasami do tego są wykorzystywane. Ale na przykład w grudniu tego roku MF wydało 4 miliardy euro tylko po to, aby na papierze dług publiczny był niższy ni,ż 55%. [Por. bardzo dobry według mnie artykuł z Naszego Dziennika [link] tym którzy napiszą pod notką że ND kłamie, co jest prawdą znaną powszechnie, polecam próbę podjęcia polemiki merytorycznej z tezami artykułu.]
Nie będę tutaj tłumaczył na czym polegają takie transakcje swap i dlaczego akurat tego instrumentu używało MF (nie wlicza się ich do długu). Chodzi o to, dlaczego to robiło. Wydało 4 miliardy euro [tutaj trzeba ostrożnie podejść do rewelacji ND, gdyż te pieniądze nie zostały utracone, tylko przeksiegowane] tylko po to, aby móc na papierze wykazać, że mamy niższy dług, niż mamy.
Identycznie wygląda operacja z przesunieciem składki z OFE do ZUS. Rząd od miesięcy szermuje argumentami, najpierw w dyskusji z Komisją Europejską, teraz ze społeczeństwem, że te pieniądze są państwowe i to że oddajemy je do OFE sztucznie zawyża dług publiczny. Jednak dotychczas słyszeliśmy, że środki w OFE są "nasze" i generalnie dlatego warto oszczędzać na emeryturę. To jak to w końcu jest? Czyja to kasa?
Rząd twierdzi, że budżetu, bo przecież to ustawa zdecydowała, że oddajemy składkę do OFE, a nie do ZUS. Więc równie dobrze w ustawie możnaby skierować ten strumień do państwowego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych! Nikt nawet nie zająknie się, że te składki są odprowadzane od naszych zarobków, od pieniędzy które otrzymujemy za naszą pracę. Według tej pokrętnej logiki można powiedzieć, że równie dobrze Sejm może postanowić, że 100% naszych zarobków powinno wędrować do ZUS. Wtedy nasz dług chyba w ogóle przestałby istnieć.
W zasadzie więc powinniśmy się cieszyć, że rząd zabiera nam tylko tyle, ile zabiera. Bo przecież może zabrać wszystko! Coś mi się przypomina na tą okoliczność:
Telewizja radziecka kręci film o dobroci Stalina. Jedno z ujęć; Do Stalina podchodzi małe dziecko i mówi:
- Wujku, daj cukierka.
- Won ty s.....u! - Krzyczy Stalin
W tym momencie kamera kieruje obiektyw na planszę z napisem: A mógł zabić!
wtorek, 8 lutego 2011
Notowania WIG20 w Excelu (oraz start nowego działu - narzędzia)
Witajcie Drodzy Czytelnicy!
Dzisiejszym wpisem chcę zapoczątkować całą serię notek z podtytułem: Excel twoim przyjacielem. Nie ma chyba prostszego narzędzia do analizy jakichkolwiek danych, intuicyjnego w obsłudze i posiadającego sporo przydatnych funkcji jak właśnie Excel. W przyszłości pokażę, jak może wyglądać standardowy arkusz kalkulacyjny do zarządzania pieniędzmi i pozycją. Dziś tylko taka ciekawostka - notowania WIG20 ściągnięte ze stooq.pl do Excela.
Po co to nam? W Excelu możecie robić z liczbami wszystko co się Wam podoba, w stooq.pl - nie. Może i ktoś ma rację, mówiąc, że jest to całkiem bez sensu, bo przecież można sobie dane zrzucić na MetaStock'a albo coś w tym rodzaju. No, tak to prawda, po co jeździć maluchem, skoro można Ferrari. Ale dla tych, dla których MetaStock to czarna magia, albo po prostu takiego programu nie mają, dane w Excelu to też coś przydatnego:)
Plik można ściągnąć z mojej strony na chomikuj.pl pod tym linkiem. Aby odświeżyć notowania, należy kliknąć Dane>>>Odśwież dane.
W razie pytań: wasilewski.ego[at]gmail.com
Dzisiejszym wpisem chcę zapoczątkować całą serię notek z podtytułem: Excel twoim przyjacielem. Nie ma chyba prostszego narzędzia do analizy jakichkolwiek danych, intuicyjnego w obsłudze i posiadającego sporo przydatnych funkcji jak właśnie Excel. W przyszłości pokażę, jak może wyglądać standardowy arkusz kalkulacyjny do zarządzania pieniędzmi i pozycją. Dziś tylko taka ciekawostka - notowania WIG20 ściągnięte ze stooq.pl do Excela.
Po co to nam? W Excelu możecie robić z liczbami wszystko co się Wam podoba, w stooq.pl - nie. Może i ktoś ma rację, mówiąc, że jest to całkiem bez sensu, bo przecież można sobie dane zrzucić na MetaStock'a albo coś w tym rodzaju. No, tak to prawda, po co jeździć maluchem, skoro można Ferrari. Ale dla tych, dla których MetaStock to czarna magia, albo po prostu takiego programu nie mają, dane w Excelu to też coś przydatnego:)
Plik można ściągnąć z mojej strony na chomikuj.pl pod tym linkiem. Aby odświeżyć notowania, należy kliknąć Dane>>>Odśwież dane.
W razie pytań: wasilewski.ego[at]gmail.com
piątek, 4 lutego 2011
Przegląd portfela inwestycyjnego
Nareszcie!
Po kilku tygodniach braku-czasu-na-cokolwiek, a tym bardziej na inwestowanie, wreszcie mam chwilę wytchnienia i czas na przyjrzenie się moim pozycjom inwestycyjnym a także ogólnej sytuacji na rynku finansowym.
Tak się złożyło, że mniej więcej od przełomu listopada i grudnia ciągłe oczekuję korekty. Przynajmniej 200 punktowej, jeśli chodzi o WIG20. Takie rozwiązanie impasu byłoby po myśli inwestorów. Obecne poziomy są najwidoczniej zbyt wysokie, żeby podciągnąć się w górę i zaatakować 3000 punktów. Ta słabość naszego rynku jest jeszcze bardziej widoczna, jeśli porównamy ją ze względną siłą rynku amerykańskiego.
Widać wyraźnie, że od początku grudnia wykresy "rozjechały" się. Stabilnemu trendowi wzrostowemu na S&P500 odpowiada nerwowy ruch boczny z dużą wariancją na naszym WIG20. Cóż, myślę, że nie zaryzykuję wiele jeśli powiem, że jeśli trend na rynku S&P odwróci się - to u nas będzie katastrofa. Oczywiście nie można wykluczyć, że trend wzrostowy będzie jeszcze podtrzymywany, ale jak widać u nas i tak nie przekłada się to na wzrosty.
W związku z tym wszystkim, większość pieniędzy trzymam poza giełdą. Mam tylko dwie pozycje: TPE i RCSCRAOPEN.
1) TPE
Kurs spółki, który w 2010 roku radził sobie wręcz wyśmienicie, mniej więcej od połowy grudnia powoli się osuwa. Nie jest to samo w sobie jakąś tragedią, bo dynamika spadków nie jest zbyt duża, a nic nie rośnie wiecznie.
Ciekawy jest natomiast fakt, że kurs znalazł się w kluczowym miejscu. Mowa o cenie 6,20 (dziś właśnie cena oscyluje wokół tego poziomu).
To wsparcie zostało już naruszone 5 sesji temu (biała świeca z dolnym cieniem na wykresie), jednak kur szybko powrócił i przykleił się do 6,20. Jak ważny jest to poziom widać na wykresie - czerwona linia, która go wskazuje była w przeszłości 2 razy oporem i 2 razy wsparciem dla kursu. Teraz też widać sentyment ceny do tego poziomu. Co więcej, pokrywa się on z 38,2% zniesienia Fibonacciego licząc od wzrostów z sierpnia.
Niestety oscylatory, jak i średnie ruchome (EMA20 i EMA40) nie wskazują na zbytnią ochotę do odbicia się w górę od tego poziomu. Jednak póki nie zostanie on wyraźnie pokonany (myślę, że gdyby kurs osunął się pod 5 zł (dłużej niż na dzień) to byłoby po ptakach), nie ma powodu do zamykania pozycji. Tym bardziej, że spółka chce się rozwijać, jest doceniania przez rynek i analityków.
2) Co do RCSCRAOPEN, to trzeba pamiętać, że ten walor wystawia nas na dwa rodzaje ryzyka: walutowego (USD/PLN) i związanego z cenami ropy. Powoduje to również ekspozycję na ryzyko polityczne. Obecnie broni się, choć z trudem poziom 200 zł. Zamknę pozycję, jeśli cena zanurkuje pod niego.
pozdrowienia dla wszystkich i powodzenia w inwestowaniu!
Po kilku tygodniach braku-czasu-na-cokolwiek, a tym bardziej na inwestowanie, wreszcie mam chwilę wytchnienia i czas na przyjrzenie się moim pozycjom inwestycyjnym a także ogólnej sytuacji na rynku finansowym.
Tak się złożyło, że mniej więcej od przełomu listopada i grudnia ciągłe oczekuję korekty. Przynajmniej 200 punktowej, jeśli chodzi o WIG20. Takie rozwiązanie impasu byłoby po myśli inwestorów. Obecne poziomy są najwidoczniej zbyt wysokie, żeby podciągnąć się w górę i zaatakować 3000 punktów. Ta słabość naszego rynku jest jeszcze bardziej widoczna, jeśli porównamy ją ze względną siłą rynku amerykańskiego.
| Porównanie S&P 500 (fioletowy (a może różowy?)) i WIG20 (niebieski). Coś tu nie gra - w końcu Polska to rynek z większym ryzykiem niż Ameryka. Gdzie się podział nasz risk premium? |
W związku z tym wszystkim, większość pieniędzy trzymam poza giełdą. Mam tylko dwie pozycje: TPE i RCSCRAOPEN.
1) TPE
Kurs spółki, który w 2010 roku radził sobie wręcz wyśmienicie, mniej więcej od połowy grudnia powoli się osuwa. Nie jest to samo w sobie jakąś tragedią, bo dynamika spadków nie jest zbyt duża, a nic nie rośnie wiecznie.
Ciekawy jest natomiast fakt, że kurs znalazł się w kluczowym miejscu. Mowa o cenie 6,20 (dziś właśnie cena oscyluje wokół tego poziomu).
To wsparcie zostało już naruszone 5 sesji temu (biała świeca z dolnym cieniem na wykresie), jednak kur szybko powrócił i przykleił się do 6,20. Jak ważny jest to poziom widać na wykresie - czerwona linia, która go wskazuje była w przeszłości 2 razy oporem i 2 razy wsparciem dla kursu. Teraz też widać sentyment ceny do tego poziomu. Co więcej, pokrywa się on z 38,2% zniesienia Fibonacciego licząc od wzrostów z sierpnia.
Niestety oscylatory, jak i średnie ruchome (EMA20 i EMA40) nie wskazują na zbytnią ochotę do odbicia się w górę od tego poziomu. Jednak póki nie zostanie on wyraźnie pokonany (myślę, że gdyby kurs osunął się pod 5 zł (dłużej niż na dzień) to byłoby po ptakach), nie ma powodu do zamykania pozycji. Tym bardziej, że spółka chce się rozwijać, jest doceniania przez rynek i analityków.
2) Co do RCSCRAOPEN, to trzeba pamiętać, że ten walor wystawia nas na dwa rodzaje ryzyka: walutowego (USD/PLN) i związanego z cenami ropy. Powoduje to również ekspozycję na ryzyko polityczne. Obecnie broni się, choć z trudem poziom 200 zł. Zamknę pozycję, jeśli cena zanurkuje pod niego.
pozdrowienia dla wszystkich i powodzenia w inwestowaniu!
czwartek, 3 lutego 2011
Dlaczego "dobra" beta to nie wszystko?
... czyli trochę o dywersyfikacji. I to na czasie! Bo oto mamy sytuację, w której jej zwykłe reguły nie działają.
Podczas gdy rynki akcji, przede wszystkim wschodzące, "surowcowe", ale również i S&P500 spadały, w reakcji na wzrost ryzyka i niepokojów o światowe bezpieczeństwo, mieliśmy paradoksalną sytuację na rynku ropy. W teorii pozycja krótka na ropie może dobrze zabezpieczać pozycję długą w akcjach, z uwagi na ujemną wartość współczynnika B (beta) który mierzy wpływ, jaki ma na wartość kontraktów na ropę poziom indeksu S&P500. Problem w tym, że w sytuacji, gdy podaż ropy naftowej jest zagrożona (niepokoje w rejonie Zatoki Perskiej) sytuacja się odwraca - beta kontraktu short na ropę z ujemnej staje się dodatnia.
Zwróćmy uwagę na wykres na którym nakładają się kursy ropy naftowej i S&P500 w ostatnich 10 dniach:
Widzimy, że zabezpieczenie (beta) po prostu nie działa.
Wszystko przez zamieszanie w Egipcie. Kraj arabski, blisko Zatoki Perskiej, strategiczne położenie, kraj trzyma we względnym spokoju Bliski Wschód a przede wszystkim nie rusza Izraela. Politycznie jest to sprawa bardzo ciekawa, ale skupmy się na tym, jak sytuacja wpływa na rynki finansowe.
Podczas gdy rynki akcji, przede wszystkim wschodzące, "surowcowe", ale również i S&P500 spadały, w reakcji na wzrost ryzyka i niepokojów o światowe bezpieczeństwo, mieliśmy paradoksalną sytuację na rynku ropy. W teorii pozycja krótka na ropie może dobrze zabezpieczać pozycję długą w akcjach, z uwagi na ujemną wartość współczynnika B (beta) który mierzy wpływ, jaki ma na wartość kontraktów na ropę poziom indeksu S&P500. Problem w tym, że w sytuacji, gdy podaż ropy naftowej jest zagrożona (niepokoje w rejonie Zatoki Perskiej) sytuacja się odwraca - beta kontraktu short na ropę z ujemnej staje się dodatnia.
Zwróćmy uwagę na wykres na którym nakładają się kursy ropy naftowej i S&P500 w ostatnich 10 dniach:
Widzimy, że zabezpieczenie (beta) po prostu nie działa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



