Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deflacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deflacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 lipca 2014

Ciąć czy nie ciąć - oto jest pytanie!

Wobec zbliżającej się nieuchronnie deflacji, pierwszą zresztą w historii cywilizowanej Polski (to znaczy po '89 roku) wielu ekonomistów zastanawia się czy RPP powinna obniżyć stopy procentowe, a wielu finansistów - czy to zrobi (odpowiedź na oba pytania może być zupełnie różna, bo nasza kochana RPP potrafi, i chyba lubi, zaskakiwać). Zastanówmy się i my.

Przede wszystkim należy stwierdzić, że tak czy inaczej z tymi stopami jest jak z musztardą podaną już po obiedzie. Wiadomo bowiem powszechnie i nie od dziś, że obniżka stóp procentowych owszem, na inflację jakiś tam wpływ ma, ale z pewnością opóźniony - szacuje się go na co najmniej kilka do kilkunastu miesięcy*. Reakcja na słabnącą inflację w sytuacji gdy ta szoruje już po granicy 0% (majowy odczyt 0,3%, czerwcowy 0,2%, w lipcu prawie na pewno będzie ujemny - z uwagi na koniec wpływu czynników jednorazowych z lipca ubiegłego roku) nie ma większego sensu**. Kluczowe jest więc nie to, czy do deflacji dojdzie (co w zasadzie jest przesądzone) ale to, czy będzie miała ona charakter trwały. Jak się wydaje większość ekonomistów jest zdanie, że nie jest to prawdopodobne. "Przecieki" [link] sugerują, że podobny wniosek wypływa z projekcji inflacji NBP. Co ważne, obniżka mogłaby być niekorzystna wizerunkowo dla RPP, bo czerwcowy komunikat był bardzo jastrzębi (prognozowana stabilizacja stóp w krótkim okresie).

I właśnie o wiarygodność Rady chodzi tutaj przede wszystkim. Bo Rada może mówić, że póki wzrost gospodarczy przyśpiesza a bezrobocie spada, to niska inflacja nie jest nam straszna. Ale jak takie stanowisko interpretować w świetle mandatu NBP (dbanie o wartość pieniądza) i celu inflacyjnego, przypomnijmy, 2,5%? Nie bez przyczyny nie został on ustalony na poziomie zerowym, a zagrożenia deflacyjnego nie wolno lekceważyć (deflacja, podobnie jak wysoka inflacja ma cechy spirali - jej pojawienie się wzmacnia trendy spadku cen***). Skoro cel wynosi 2,5%, to RPP nie powinna zbyt długo tolerować poziomu 0%, bo wówczas pojawią się zasadne pytania o to, czy nie zechce w przyszłości tolerować poziomu powiedzmy 5%. Przewidywalność polityki pieniężnej jest wartością samą w sobie, jak mawiał klasyk, M. King, powinna ona być wręcz nudna.

RPP ma więc trudny orzech do zgryzienia i członkom RPP nie zazdroszczę spoczywającej na nich odpowiedzialności. Osobiście uważam, że cięcia nie będzie, biorąc pod uwagę dość wysoką "jastrzębiość" obecnego składu Rady. Ocenę takiej ewentualnej decyzji pozostawiam już jednak Czytelnikom.

Szanowna RPP, źródło: interia.pl
Fot. Piotr BLAWICKI /Agencja SE/East News

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/makroekonomia/news/rpp-powinna-rozpoczac-cykl-podwyzek,1568980,2156?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Fot. Piotr BLAWICKI /Agencja SE/East News

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/makroekonomia/news/rpp-powinna-rozpoczac-cykl-podwyzek,1568980,2156?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Fot. Piotr BLAWICKI /Agencja SE/East News

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/makroekonomia/news/rpp-powinna-rozpoczac-cykl-podwyzek,1568980,2156?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
__________________
* I są to raczej ostrożne szacunki. Np. Tomas Havranek i Marek Rusnak z banku centralnego Czech szacują opóźnienie w transmisji impulsu do gospodarki na 10-20 miesięcy dla "nowych państw UE" i nawet 20-50 (!) miesięcy dla państw wysoko rozwiniętych [link]. Wnioski te do pewnego stopnia stoją w sprzeczności z nawoływaniem do szybkiego przechodzenia od cyklu łagodzenia polityki pieniężnej do cyklu podwyżki stóp. Np. w lipcu 2013 roku, ostatnim miesiącu cyklu cięcia stóp, po nagłym "wyskoku" inflacji, rynek zaczął wyceniać podwyżki stóp procentowych już wiosną 2014 roku.
** O podobnym problemie pisaliśmy już na Wykresologii w ubiegłym roku przy okazji mało rozsądnej wypowiedzi członka RPP prof. Hausnera (to ten "dygotalny" :) ) [link]. Swoją drogą, zgodnie z "regułą Hausnera" RPP powinna stopy ciąć aż miło już od kilku dobrych miesięcy ;)
*** W skrócie - konsumenci widząc, że ceny spadają, odkładają decyzje o konsumpcji w czasie - powoduje to spadek popytu a w konsekwencji dalszy spadek cen.

niedziela, 30 grudnia 2012

Bezrobocie technologiczne, czyli czy maszyny zabierają pracę ludziom?

Dla studentów ekonomii oraz większości "rozsądnych obserwatorów życia gospodarczego", popularna swego czasu teza, że wynalezienie np. maszyny tkackiej nieuchronnie prowadzi do zniszczenia miejsca pracy tkacza ręcznego i wzrostu bezrobocia, jest prostym przykładem ekonomicznej krótkowzroczności cechującej często socjalistów i populistów. Student ekonomii może łatwo udowodnić swoją nad nimi wyższość przekonując, że przecież rozwój technologiczny (nasza maszyna tkacka), jak pokazała historia, w długim okresie doprowadzi do stworzenia nowych miejsc pracy - np. w usługach lub przemyśle precyzyjnym. Student ekonomii zapewne stworzył też hasło w polskiej wikipedii: bezrobocie technologiczne. Znajdziemy tam lakoniczne wyjaśnienie:

Bezrobocie technologicznebezrobocie wynikające z postępu technicznego, który powoduje zastępowanie pracy ludzi pracą maszyn i urządzeń. Ma ono charakter tymczasowy, do chwili przesunięcia zasobów zwolnionej siły roboczej do nowych zastosowań.

Jest to oczywiście nieprawda, a do wniosku takiego prowadzi prosta obserwacja rzeczywistości. Maszyna tkacka rzeczywiście wyparła część tkaczy ręcznych (inni znaleźli zatrudnienie przy obsłudze tych maszyn) którzy zostali bezrobotni. To, czy tak powstała luka została następnie zapełniona jest już rzeczą zupełnie inną i nie należy do istoty bezrobocia technologicznego. Warto też przypomnieć tzw. problem indukcji Hume'a. W uproszczeniu: nie ma powodu, aby twierdzić, że wszyscy konsumenci wolą batoniki od czekoladek tylko dlatego, że sto milionów osób postawionych przed takim problemem wybrało batonik. Tak samo zresztą, błędne jest wnioskowanie, że skoro wszystkie wróble, jakie widzieliśmy w życiu są szare, to wróble-albinosy nie istnieją.

Problemy ekonomiczne są dalece bardziej złożone. Dlatego popełnianie błędu wnioskowania indukcyjnego w przypadku bezrobocia technologicznego ma doniosłe konsekwencje. Przypomnijmy, że pojęcie bezrobocia technologicznego wymyślił już Keynes. Dotyczy ono sytuacji, w której gospodarka nie jest w stanie tworzyć nowych miejsc pracy tak szybko, aby zastąpić te, które zniknęły po wprowadzeniu maszyn lub rozwoju technologii. Tezę tą odświeżyli, w warunkach kryzysu Erik Brynjolfsson i Andrew McAfee wydając w 2011 książkę: „Race Against The Machine: How the Digital Revolution is Accelerating Innovation, Driving Productivity, and Irreversibly Transforming Employment and the Economy” w której przedstawili empiryczne dowody na występowanie bezrobocia technologicznego w USA w kryzysie lat 2007-2012

W warunkach "nienormalnych" bezrobocie technologiczne może występować i może być trwałe. W czasach "normalnego" rozwoju gospodarczego, gdy gospodarka rozwija się w tempie 2%-5% rocznie, rozwój technologiczny przyczynia się do powstawania nowych miejsc pracy w tempie co najmniej równym procesowi niszczenie miejsc pracy przez automatyzację produkcji. W warunkach braku wzrostu lub recesji tendencje te nie muszą się równoważyć, wobec czego cięcia kosztów pracy poprzez wprowadzanie maszyn w procesie produkcji mogą wzmacniać trend spadku zatrudnienia oraz przyczyniać się do występowania deflacji.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...