Witaj! To jest blog analityka rynków finansowych.
Historia lubi się powtarzać, trendy naprawdę istnieją, ale cena nie zawiera wszystkiego - z tego powodu jestem zwolennikiem łączenia analizy technicznej i fundamentalnej.
Zapraszam do przeglądania archiwum i poszczególnych kategorii. Blog ma również dostarczać wiedzy, a nie tylko przekazywać bieżące analizy. W związku z tym wiele z wpisów nie traci swojej aktualności. Miłej lektury!
Bardzo się cieszę, że coraz więcej osób lubi Wykresologię na facebook'u. Dzięki temu wiedzą od razu o nowych wpisach, ale przede wszystkim docierają do nich ciekawe linki czy wykresy oraz komentarze "na gorąco" z rynków finansowych i nie tylko!
Zachęcam więc do dołączenia do tego grona. Można to zrobić tutaj. :)
Zróbmy sobie przerwę od analizowania rynków nieruchomości i zastanówmy się nad pewnym zjawiskiem, dlaczego rynkowe wyceny aktywów często tak mocno odbiegają od rzeczywistości. Na blogu, była już poruszana kwestia astronomicznej wyceny Facebook'a. Dziś przyjrzymy się innym, ciekawym przykładom, które stawiają pod znakiem zapytania twierdzenia o efektywności rynku.
1) zaczynamy znów od dziecka Marka Zuckerberga, ale tym razem to nie Facebook był wycenianym, lecz wyceniającym. Parę dni temu gruchnęła elektryzująca informacja o największym w historii przejęciu portalu - transakcji wchłonięcia Instagram opiewającej na, bagatela, 1 mld dolarów. Nic dziwnego, że właściciel w świetnym humorze...
Problem polega na tym, że Instagram, będący de facto aplikacją mobilną, z dodatkiem portalu społecznościowego (serio, coś takiego może być warte miliard dolarów?), która polega na możliwości obróbki zdjęcia zrobionego swoim iPhonem i szybkiemu wrzuceniu tak powstałego dzieła do sieci, jeszcze całkiem niedawno był wyceniany na góra 500 milionów $. Co ciekawe, cała transakcja została dograna podobno w 48 godzin (sic!), a więc bez żadnego due dilligence, chyba tylko na podstawie liczby użytkowników (30 milionów, a więc za każdego Facebook zapłacił 33,33 dolara!).
Najprawdopodobniej wygląda to tak: Zuckerbergowi spodobała się zabawka, to ją kupił, oferta ze 100% premią w stosunku do wyceny rynkowej, z pewnością była nie do odrzucenia...
Dla nas, inwestorów, jest to cenna lekcja, że o wartości danej akcji może decydować sentyment jednej osoby. Pamiętajmy, że mówimy tutaj o zysku 100% w tydzień, a więc w przybliżeniu 5200% per annum. Nawet zwycięzcy forexowych konkursów nie pogardziliby takim pieniądzem.
Że zdarza się raz na milion? Prawda, ale to i tak często. Przekonali się o tym z pewnością akcjonariusze BGŻ
stooq.pl
Po ogłoszeniu wezwania na 100% znajdujących się w obrocie akcji spółki, kurs wzrósł o ponad 50%. To gigantyczna premia rynkowa, bardzo rzadko spotykana. Rabobank jest widocznie zdeterminowany na zakup wszystkich akcji BGŻ*, więc zaoferował tyle, że akcjonariusze nie mają się nad czym zastanawiać. Da się na GPW zarobić 50% w jeden dzień? Da! :)
__________________
* nie byłbym sobą, nie wietrząc jakiegoś podstępu. W końcu Rabobank ma już 60% akcji BGŻ, a więc po ogłoszeniu wezwania jego akcje zyskały na wartości jakieś 600 milionów złotych...
Inwestujesz na własne ryzyko! Treść poniższa nie ma charakteru rekomendacji!
Piekąc dwie pieczenie przy jednym ogniu - zastanowimy się, czy warto kupić akcje w ofercie publicznej lub od razu po debiucie, ale również spróbujemy odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego ludzie płacą za coś więcej, niż jest to warte?
źródło: mashable.com
Ostatnio na którymś z wykładów usłyszałem fajne powiedzonko: Nie zawsze dostajesz to, za co płacisz, ale zawsze płacisz za to, co dostajesz. Pasuje jak ulał do oferty publicznej Facebook'a. Z jednej strony słyszymy, że facebook jest skazany na sukces, bo to firma-fenomen, która zmieniła Internet i tak dalej, ble ble ble. Wszyscy którzy przesiadują godziny "na fejsie" wiedzą o co chodzi.
Z drugiej strony pojawiają się wątpliwości: w jaki sposób facebook może generować przychody? Na razie chyba przede wszystkim z reklam. Tymczasem co jakiś czas pojawiają się głosy, że reklama na facebook'u jest mniej efektywna niż np. w Google, jest droga i nieumiejętnie używana, może przysporzyć więcej problemów niż korzyści (użytkownicy wchodzą na facebook z powodów społecznych, agresywna reklama tylko ich wkurza). Dyskusyjna jest możliwość osiągania stałej dynamiki przychodów/zysków przez Facebook, co w konsekwencji zaburza wycenę tej spółki.
Tymczasem sama wycena jest bardzo wysoka. Nie chcę wchodzić tutaj w szczegóły wyceny, bo nie mam do tego ani czasu, ani wystarczających kompetencji. Chciałbym tylko zasygnalizować problem, z którym spotykamy się na giełdzie częściej niż nam się wydaje. Mianowicie, nie trzeba zawsze kupować tanio, aby drogo sprzedać. Można przecież kupić drogo, a sprzedać jeszcze drożej. Wszyscy spekulanci doskonale znają grę w gorącego ziemniaka - o ile nie będziemy tymi, którzy zostaną z ziemniakiem w dłoni (czyli tymi, którzy kupią na szczycie) - to zabawa będzie przednia.
I dlatego właśnie uważam, że debiut facebook'a będzie udany, choć sam, z różnych względów, nie stawiam na to pieniędzy (z tego co słyszałem są pewne możliwości uczestniczenia w ofercie dla polskich inwestorów (?)). W chwili debiutu do zakupów ruszy milionowa rzesza użytkowników, którzy być może nawet nie chcą "inwestować" w projekt, ale chętnie kupią akcje choćby z sentymentu. Skoro będzie kupować ulica, to instytucje to pociągną tak długo, aż zabraknie paliwa dla dalszych wzrostów. Wtedy ci lepiej poinformowani zaczną sprzedawać... resztę historii doskonale znamy.
Nie tyle więc wycena fejsa ma znaczenie, co poziom emocji, jaki towarzyszy i będzie towarzyszyć tej emisji.