Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inflacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inflacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 lipca 2014

Ciąć czy nie ciąć - oto jest pytanie!

Wobec zbliżającej się nieuchronnie deflacji, pierwszą zresztą w historii cywilizowanej Polski (to znaczy po '89 roku) wielu ekonomistów zastanawia się czy RPP powinna obniżyć stopy procentowe, a wielu finansistów - czy to zrobi (odpowiedź na oba pytania może być zupełnie różna, bo nasza kochana RPP potrafi, i chyba lubi, zaskakiwać). Zastanówmy się i my.

Przede wszystkim należy stwierdzić, że tak czy inaczej z tymi stopami jest jak z musztardą podaną już po obiedzie. Wiadomo bowiem powszechnie i nie od dziś, że obniżka stóp procentowych owszem, na inflację jakiś tam wpływ ma, ale z pewnością opóźniony - szacuje się go na co najmniej kilka do kilkunastu miesięcy*. Reakcja na słabnącą inflację w sytuacji gdy ta szoruje już po granicy 0% (majowy odczyt 0,3%, czerwcowy 0,2%, w lipcu prawie na pewno będzie ujemny - z uwagi na koniec wpływu czynników jednorazowych z lipca ubiegłego roku) nie ma większego sensu**. Kluczowe jest więc nie to, czy do deflacji dojdzie (co w zasadzie jest przesądzone) ale to, czy będzie miała ona charakter trwały. Jak się wydaje większość ekonomistów jest zdanie, że nie jest to prawdopodobne. "Przecieki" [link] sugerują, że podobny wniosek wypływa z projekcji inflacji NBP. Co ważne, obniżka mogłaby być niekorzystna wizerunkowo dla RPP, bo czerwcowy komunikat był bardzo jastrzębi (prognozowana stabilizacja stóp w krótkim okresie).

I właśnie o wiarygodność Rady chodzi tutaj przede wszystkim. Bo Rada może mówić, że póki wzrost gospodarczy przyśpiesza a bezrobocie spada, to niska inflacja nie jest nam straszna. Ale jak takie stanowisko interpretować w świetle mandatu NBP (dbanie o wartość pieniądza) i celu inflacyjnego, przypomnijmy, 2,5%? Nie bez przyczyny nie został on ustalony na poziomie zerowym, a zagrożenia deflacyjnego nie wolno lekceważyć (deflacja, podobnie jak wysoka inflacja ma cechy spirali - jej pojawienie się wzmacnia trendy spadku cen***). Skoro cel wynosi 2,5%, to RPP nie powinna zbyt długo tolerować poziomu 0%, bo wówczas pojawią się zasadne pytania o to, czy nie zechce w przyszłości tolerować poziomu powiedzmy 5%. Przewidywalność polityki pieniężnej jest wartością samą w sobie, jak mawiał klasyk, M. King, powinna ona być wręcz nudna.

RPP ma więc trudny orzech do zgryzienia i członkom RPP nie zazdroszczę spoczywającej na nich odpowiedzialności. Osobiście uważam, że cięcia nie będzie, biorąc pod uwagę dość wysoką "jastrzębiość" obecnego składu Rady. Ocenę takiej ewentualnej decyzji pozostawiam już jednak Czytelnikom.

Szanowna RPP, źródło: interia.pl
Fot. Piotr BLAWICKI /Agencja SE/East News

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/makroekonomia/news/rpp-powinna-rozpoczac-cykl-podwyzek,1568980,2156?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Fot. Piotr BLAWICKI /Agencja SE/East News

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/makroekonomia/news/rpp-powinna-rozpoczac-cykl-podwyzek,1568980,2156?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Fot. Piotr BLAWICKI /Agencja SE/East News

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/makroekonomia/news/rpp-powinna-rozpoczac-cykl-podwyzek,1568980,2156?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
__________________
* I są to raczej ostrożne szacunki. Np. Tomas Havranek i Marek Rusnak z banku centralnego Czech szacują opóźnienie w transmisji impulsu do gospodarki na 10-20 miesięcy dla "nowych państw UE" i nawet 20-50 (!) miesięcy dla państw wysoko rozwiniętych [link]. Wnioski te do pewnego stopnia stoją w sprzeczności z nawoływaniem do szybkiego przechodzenia od cyklu łagodzenia polityki pieniężnej do cyklu podwyżki stóp. Np. w lipcu 2013 roku, ostatnim miesiącu cyklu cięcia stóp, po nagłym "wyskoku" inflacji, rynek zaczął wyceniać podwyżki stóp procentowych już wiosną 2014 roku.
** O podobnym problemie pisaliśmy już na Wykresologii w ubiegłym roku przy okazji mało rozsądnej wypowiedzi członka RPP prof. Hausnera (to ten "dygotalny" :) ) [link]. Swoją drogą, zgodnie z "regułą Hausnera" RPP powinna stopy ciąć aż miło już od kilku dobrych miesięcy ;)
*** W skrócie - konsumenci widząc, że ceny spadają, odkładają decyzje o konsumpcji w czasie - powoduje to spadek popytu a w konsekwencji dalszy spadek cen.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Niemcy kontra EBC czyli jak ratować strefę euro

Spór wokół sposobu walki z kryzysem w strefie euro, koncentrującego się na osi Berlin - reszta strefy, rozgrzał się już do czerwoności. W ostatni czwartek Mario Draghi szef EBC, jak się wydaje stanął po stronie "reszty strefy" zapowiadając, że EBC zrobi wszystko, by uratować strefę euro, i co więcej, wyzwaniu temu podoła ("Within our mandate, the ECB is ready to do whatever it takes to preserve the euro. And believe me, it will be enough." link do pełnego tekstu wystąpienia). Analitycy i komentatorzy uznali to za zapowiedź pompowania pieniędzy (LTRO 3?) kolejnego cięcia stóp, lub przyznania ESM licencji bankowej (chodzi o to, aby mógł on pożyczać pieniądze w EBC, a potem kupować za nie obligacje PIIGS. De facto chodzi więc o ominięcie zapisów traktatów zakazujących skupowania przez EBC obligacji państw członkowskich). 

Szef EBC Mario Draghi źródło: http://business.rawsignal.com
Problemem dla drukarzy jest stanowisko Niemiec, które nie chcą się zgodzić na dalsze stymulowanie monetarne i proponują w zamian reformy i cięcia budżetowe. Z drugiej strony coraz trudniej jest Berlinowi przystępować do kolejnych programów pomocowych (świat obiegła niedawno wieść, że Hiszpania potrzebuje nie 30, nie 100 ale 300 mld euro!) z uwagi na opór wewnętrzny i nieprzychylność obywateli. Być może Merkel przystanie więc na pomysły EBC, gdyż groźba inflacji nie przemawia tak mocno do wyobraźni jej wyborców jak konieczność przekazania kolejnych miliardów na ratowanie hiszpańskich bankierów.

W ten sposób Niemcy przerzucą odpowiedzialność za ratowanie strefy na EBC, co oczywiście problemów niemieckich nie rozwiąże, ale uspokoi wyborców. Jak pisze Marek Rogalski z DM BOŚ: 

"Frank-Walter Steinmeier (być może przyszły kanclerz Niemiec) w wywiadzie dla Die Welt zaznaczył, iż rząd Angeli Merkel będzie chciał przerzucić coraz większą odpowiedzialność na walkę z kryzysem właśnie na ECB. Czy to sugeruje, że Mario Draghi ma na "swoją rewolucję" ciche przyzwolenie Angeli Merkel? Niewykluczone, choć czas pokaże."

Możemy tylko spekulować. Podobnie jak o możliwości wypchnięcia Grecji ze strefy euro. Szansa na to jest już na jesieni, gdyż wtedy może znowu zabraknąć Atenom pieniędzy na obsługę zadłużenia. Jeżeli inwestorzy nie zgodzą się na kolejną gigantyczną redukcję, a państwa strefy i MFW na kolejną gigantyczną transzę pomocy, Grecja będzie musiała oficjalnie ogłosić niewypłacalność i odejść od euro. Już wielokrotnie pisałem na Wykresologii, że byłby to scenariusz dobry dla samej Grecji, ale chyba i dla Europy.

wtorek, 21 lutego 2012

LTRO: Szaleństwo luzowania - pora uciekać z rynku akcji?

Znużonym tematyką luzowania ilościowego obiecuję, że w następnych wpisach postaram się trochę zmienić temat. Teraz jednak jeszcze kilka słów o wpływie zwiększenia podaży pieniądza na rynki. 

Niektórzy wytrwali czytelnicy tego bloga może pamiętają, jak kiedyś pisałem dlaczego warto być niedźwiedziem, gdy inni obstawiają wzrost*. Ten wpis będzie zawierał podobne konkluzje - ale po kolei.

Na początku stycznia narzekałem, że temat LTRO jest niesłusznie pomijany przez polskie media, podczas gdy już wówczas było wysoce prawdopodobne, że będzie kluczowy dla rozwoju sytuacji na rynkach w najbliższym okresie (tak się stało). Obecnie temat jest już znacznie szerzej obecny w polskojęzycznym Internecie (a może po prostu ja jestem bardziej wyczulony?):

# sprawy szeroko komentuje Kryzys blog (chłopaki i dziewczyny od Instytutu Misesa)
# dużo pisze o tym blog stoję i patrzę (przykład: poniedziałkowy wpis)
# Google podpowiedziało mi też, że pisał o tym ciekawy blog na-plus.
# ostatnio też media bardziej masowe:

Podejrzewam, że im bliżej 29 lutego, tym więcej tego typu publikacji będzie się pojawiało. W Internecie anglojęzycznym, już o dawna była ich cała masa, a ostatnio jest ich coraz więcej. Oczywiście, pompowanie kasy** w rynek jest świetną informacją dla krótkoterminowych graczy na rynkach akcji, więc indeksy rosną jak na drożdżach:

dane: stooq.pl
Właśnie dlatego, że temat zaczyna być podgrzewany w coraz to większej licznie miejsc, a światowi gracze, jak wyraził się Puls Biznesu "rynki akcji grają pod LTRO jak wcześniej pod QE2", to uważam, że zbliża się dobry moment na ewakuację z tego rynku. Znaną prawdą giełdową jest bowiem, że większość zawsze się myli, a wkrótce, gdy już wszyscy zajmą długie pozycje, rynek będzie musiał spaść. I to z hukiem. 

Proszę nie zrozumieć mnie źle. Paliwa do wzrostów cen akcji jest bardzo dużo, 29 lutego mamy przecież kolejne LTRO, czyli darmową kasę dla wszystkich chętnych. Rajd może potrwać jeszcze dość długo, co najmniej miesiąc (to tylko moje założenie - pamiętaj, że Ty inwestujesz na własne ryzyko!) a w zwyżce warto uczestniczyć, bo może być dynamiczna. Chodzi tylko o wzmożenie czujności, i świadomość, że ogólnoświatowe szaleństwo ma sztuczne ("wirtualne") podstawy. I że bynajmniej problem Portugalii, Włoch, a tym bardziej Grecji***, nie zostały rozwiązane!.

_______________
* W tym kontekście przypominam też wpis dlaczego warto kupować, gdy giełda spada.
** A trzeba przecież pamiętać, że luzowanie to już ogólnoświatowa histeria. Luzuje USA, luzuje EBC, luzuje Wielka Brytania, luzuje Japonia, luzują Indie, a nawet takie giganty jak Węgry.
** Uchwalenie planu ratunkowego (który to już z kolei) niewiele zmienia. Ba, IMHO jest dużym błędem, a sytuacja za kolejne pół roku lub rok będzie znowu tylko gorsza. Grecja, prędzej czy później, przy czym lepiej prędzej niż później, zbankrutuje, wyjdzie ze strefy euro, zdewaluuje drachmę i powoli odzyska konkurencyjność. Pytanie, czy instytucje finansowe zdążą do tego czasu przygotować swoje bilanse na ten upadek.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Chińskie luzowanie

Niniejszy tekst zacząłem pisać kilka dni temu, i wtedy nosił on tytuł roboczy: Chińskie mini-luzowanie. Z biegiem dni godzin zmienił się na: Chińskie (mini)luzowanie, wreszcie na Chińskie luzowanie. Rzeczywistość zmienia się tak szybko, że nawet tak błyskawiczna forma komunikacji jak wpis blogowy szybko się dezaktualizuje. Parę z moich "prognoz" niżej opisanych właśnie się sprawdziło - Chińczycy rozpoczęli luzowanie od obniżenia stopy rezerw obowiązkowych.

Od dłuższego czasu narzekam na blogu o złych konsekwencjach stosowania polityki luzowania ilościowego (czy też quasi-luzowania jak chcą niektórzy) w Europie (LTRO). W skali globalnej składa się ono na znacznie szerszą akcję luzowania - przecież wszystko zaczęło się od gigantycznych zakupów Bena Bernanke i FED, gdzie mówi się już o trzeciej rundzie spektaklu. "Luzują" również Japonia i Wielka Brytania. W pewnym sensie również niektóre kraje BRIC (poprzez obniżki stóp, których nie boją się nawet najbardziej zagrożone inflacją Indie). Ogólnie: "Każdy luzuje jak może"*.

No właśnie - jak w całym tym zamieszaniu prezentują się decyzje Państwa Środka? Wydaje mi się, że to właśnie Pekin będzie w najbliższych miesiącach głównym rozgrywającym w globalnej rozgrywce płynnościowej, jako, że inni duzi gracze - USA i UE - nie mają już kart w ręku...

źródło: malypodroznik.pl
W ostatnim czasie Chiny były traktowane jako ostoja zacieśniania polityki pieniężnej i przeciwstawiane ekspansji monetarnej FED. Chińska gospodarka od wielu lat rozwija się niezwykle szybko, co oznacza, że trzeba obchodzić się z nią jak z jajkiem. FED i EBC nie muszą aż tak bardzo obawiać się inflacji, bo środowisko w którym działają jest recesyjno-deflacyjne. People's Bank of China (a nie Bank of China, który jest zupełnie inną instytucją!) z kolei musi z luzowaniem bardzo uważać, bo wywołać inflację w Chinach jest bardzo łatwo, a ta może skonsumować cały wzrost gospodarczy. Tymczasem Chiny, aby przetrwać jako motor światowej gospodarki, muszą rozwijać się cały czas dynamicznie, bo tylko w ten sposób można kontrolować jej strukturalne słabości - niedoinwestowanie w wielu prowincjach poza wielkimi miastami, rozwarstwienie społeczne, problem biedy itd.

Co jednak istotne, globalna "wojna płynnościowa", jak się wydaje, zmusi i Chińczyków do wejścia na ścieżkę ekspansywnej polityki monetarnej. Co przemawia, moim zdaniem, za takim scenariuszem:

1) Chiny już raz w ostatnich latach przechodziły okres silnego luzowania ilościowego - wraz z kryzysowym pakietem stymulacyjnym z 2008 roku. Nie spowodowało to skokowego wzrostu inflacji i ostatecznie nie skrzywdziło chińskiej gospodarki, wbrew obawom wielu ekspertów.

2) Wraz ze spadkiem popytu zagranicznego, Chiny, aby utrzymać poziom wzrostu PKB, będą musiały stymulować inne jego składowe. Biedne społeczeństwo chińskie nie jest jeszcze gotowe na wzrost konsumpcji własnej (popytu krajowego). Pozostają więc, stosunkowo łatwe do stymulacji i sprawdzone w chińskich warunkach - inwestycje. To oznacza dalsze pompowanie bańki na rynku nieruchomości, co skończy się z pewnością źle - ale jeszcze nie teraz.

3) Chińska inflacja rośnie, i to bardziej, niż zakładano - w styczniu 4,5% R/R wobec konsensusu 4,1%. Niektórzy od razu zakrzyknęli, że oznacza to koniec nadziei na rychłe luzowanie w Chinach. Pamiętajmy jednak, że jeszcze w połowie 2011 roku, kiedy kończył się cykl podwyżek stóp w Chinach, dynamika inflacji R/R przekraczała 6%.



CPI w Chinach źródło: stooq.pl niestety, to maksymalny zakres danych jaki udało mi się "na szybko" znaleźć. Starsze dane, choć równie ciekawe i bardziej szczegółowe w raporcie BGŻ.
4) Pewne elementy luzowania zostały już wprowadzone: porównaj mało komentowany, ale doniosły, prikaz rolowania długu przez banki lokalne. Nazwany, bardzo słusznie moim zdaniem, w niektórych mediach zachodnich - mini-luzowaniem.

p.s zapraszam do uczestnictwa w ankiecie z prawej strony bloga (na samej górze): jakie działy/tematy powinny być rozwijane na wykresologii?
 
__________________
* a, jako że w przyrodzie nic nie ginie, pieniądze odnajdują się na rynku towarowym :)

wtorek, 7 lutego 2012

Jeszcze o LTRO: druga runda się zbliża

To już trzeci wpis o LTRO na tym blogu [wpis 1, wpis 2], co czyni chyba tę tematykę rekordzistką pod względem czasu zajmowania mojej uwagi :) Mówiąc poważnie: druga runda LTRO będzie najważniejszym wydarzeniem I kwartału 2012 w Europie. Z całą pewnością jest bardziej istotna, niż szeroko opisywana przez media, ale także i przez uczestników rynku grecka tragedia. Dość powiedzieć, że EUR/USD reaguje niezwykle energicznie na każdą plotkę z grecko-bankiersko-europejskich negocjacji.

Moim zdaniem, bankructwo Grecji jest już bowiem w cenie od dłuższego czasu i nie jest w stanie mocno zmienić obraz rynków. Najwidoczniej pogodzili się już z tym europejscy decydenci, o czym świadczą zupełnie nierealne propozycje typu ustanowienie unijnego komisarza nad wykonaniem greckiego budżetu*.

Wracamy do LTRO. Dlaczego, według mnie jest ono tak ważne? 

1) tak jak pisałem już wcześniej, może, w pewnym odstępie czasu, spowodować niekontrolowaną presję inflacyjną w europejskiej gospodarce. Przypominam wykres, który prezentuje gwałtowny wzrost aktywów w bilansie EBC, który uzmysławia nam, że skala ukrytego, ale jednak luzowania ilościowego, jest podobna do tego amerykańskiego:

źródło: Bloomberg.com
2) to, na czym chciałbym się skupić w tym wpisie, to inna kwestia. Popyt na darmowe pieniądze z EBC może być dobrym indykatorem skali problemów jakie mają europejskie banki. Nie mogę powstrzymać się od zacytowania zerohedge.com:

"In all the excitement over the December 21 LTRO, Europe forgot one small thing: since it is the functional equivalent of banks using the Discount Window (and at 3 years at that, not overnight), it implies that a recipient bank is in a near-death condition."

Podział banków na te, które z ulgą rzuciły się na finansowanie i  na te, które z niego zrezygnowały, nie jest przypadkowy:

źródło: Wall Street Journal za zerohedge.com

Tak więc na wieść, że 29 lutego banki pożyczyły kolejne miliardy (a może i biliony) euro, być może indeksy akcyjne wystrzelą mocno do góry (jak wiemy, akcje kochają tani pieniądz), ale tak naprawdę będzie to świadczyło o słabnącej wciąż pozycji europejskich banków. Jednocześnie dojdzie do bardzo dziwacznej sytuacji, odmiennej zupełnie od tej w USA.

I tam i tutaj w rynek została wstrzyknięta ogromna liczba gotówki. Wariant europejski nie prowadzi jednak do wyczyszczenia bilansów banków z toksycznych aktywów. Te aktywa (nomen omen junk bonds), zamiast spocząć tam, gdzie ich miejsce,  czyli  w śmietniku, będą sobie zalegały w bilansach banków. W wariancie amerykańskim zgodzono się na wielką i niebezpieczną presję inflacyjną w zamian właśnie za to wyczyszczenie bilansów banków. W Europie, dokładnie tym samym kosztem ten efekt nie został osiągnięty. I to tylko dlatego, że EBC nie chce się otwarcie przyznać, że wykracza poza swoje traktatowe kompetencje**, choć oczywiście, jak najbardziej, właśnie to robi. Zamiast więc bezpośrednio skupować obligacje PIIGS z rynku, wysila się na ekwilibrystyczny program LTRO, który powoduje, że tak naprawdę nikt już nie wie, gdzie są pieniądze, gdzie toksyczne aktywa, a gdzie europejski podatnik...

__________________

* Chodzi o ten pomysł: [link]. Oczywiste jest, że Grecy na coś podobnego nigdy się nie zgodzą, a kiedy odrzucą propozycję, łatwo pokazać, że sami są sobie winni, a wizerunek "Merkozy" pozostanie nienaruszony ("robiliśmy co mogliśmy", "wyciągaliśmy dłoń" itd.).
** EBC ma de iure dbać tylko o stabilność cen.

czwartek, 19 stycznia 2012

Kolejne LTRO może wstrzyknąć 1 bilion euro do sektora bankowego

Wszyscy (czytaj media, ale i chyba większość analityków) zajmują się teraz mało istotnymi cięciami ratingów Francji i Austrii i prosta konsekwencją tego faktu, czyli obniżką ratingu EFSF. Jak pisałem ostatnio, nie uważam, aby miało to większe znaczenie dla funkcjonowania gospodarki. Zdecydowanie większy problem dostrzegam w kolejnych fazach programu LTRO [trochę o LTRO pisałem już tutaj]. 29 lutego banki europejskie będą miały okazję ponownie pożyczyć od EBC euro na niewiarygodnie niski procent - 1%.

Poprzednio taka operacja wstrzyknęła w rynek bagatela 489 miliardów euro. Jako, że klimat od końca listopada znacznie się pogorszył i kto wie, jak będzie wyglądała możliwość finansowania za 3-6 miesięcy, można się spodziewać, że tym razem popyt na prawie darmową kasę będzie jeszcze większy. 16 stycznia plotki mówiły o szokującej liczbie biliona euro! 18 stycznia wymieniało się już kwotę 10 bilionów!

Ta druga liczba wydaje się wręcz kosmiczna, ale opinii Credit Suisse, bądź co bądź poważnej instytucji  nie powinno się ot tak lekceważyć. Przyjmijmy jednak, że będzie to 1 bilion. Spójrzmy na wyciąg z obecnego bilansu FED i EBC:

źródło: zerohedge.com
Oznacza to, że w bilansie EBC zamiast 2,7 mld euro będziemy mieć 3,7 mld! A to będzie już zdecydowanie więcej niż w skarbcu FED, który przecież jest powszechnie znany jako ilościowy "poluzowywacz".

Luzowanie to już zjawisko powszechne na świecie. Pieniądze, jakie w różnej formie wypływają z banków centralnych do gospodarki, są coraz większe i, jak się wydaje, nikt nie ma już nad tym kontroli. Tym bardziej, że zgodnie z teorią gier, wszyscy luzować muszą, bo inaczej stracą przewagę konkurencyjną. Pytanie więc - czy po "kryzysie zaufania" i "kryzysie zadłużenia" przyjdzie kolejny, globalny "kryzys inflacji"? Potężnej inflacji, takiej w skali globalnej, chyba jeszcze w historii nie było. Będzie więc kolejna okazja, by pouczyć się trochę na błędach...

wtorek, 12 października 2010

Popłyniemy przez płynność?

Kiedy stóp procentowych nie da się już ciąć, bo są bliskie lub równe zeru, a gospodarka dalej cienko przędzie, "jedynym wyjściem" jest drukowanie. No, można jeszcze po prostu szybko wydawać pieniądze, zwiększając płynność na rynku. Tyle, że każdy skarbiec ma dno i nawet rezerwy FED w końcu się skończą. Więc pozostaje drukowanie. Drukowanie jest fajne, bo nagle, nie wiadomo skąd mamy za friko kolejne miliardy! Bez większego wysiłku, a więc można rzec - za darmo!

Nikt kto zajmuje się gospodarką nie jest tak bezczelny, żeby twierdzić, że nie będzie to miało wpływu na podstawowe wskaźniki makroekonomiczne. Tylko że warunki międzynarodowe i wewnętrzne sprzyjają akurat ekwilibrystyce słownej drukarzy. "Inflacja jest wciąż niska" (choć w wielu krajach stale ponad celem inflacyjnym!). Takie słowa łatwo wypowiedzieć, bo kryzys nie minął, gospodarki prawie się nie rozwijają, więc presja inflacyjna rzeczywiście nie jest zatrważająca. Co nie znaczy, że nie istnieje, a po wielkim drukowaniu, gwarantuję, w końcu znacząco wzrośnie.

"Spadający kurs dolara (drukowanie dewaluuje) jest nam nawet na rękę". W końcu Chiny sztucznie kontrolują juana rujnując nasz eksport. Drukowanie pomoże Ameryce z tym walczyć. Problem w tym, że spowoduje to bardzo silną presję na inne państwa, aby one również osłabiały swoje waluty. Nietrudno się domyślić, że i one nie mogą już obniżać stóp (EBC pozostawił je niedawno na poziomie 1%, co i tak zostało uznane za jastrzębią politykę! Tymczasem Japonia ścięła swoje stopy praktycznie do zera). Pieniądze na pompowanie w gospodarkę też już się kończą. Pozostaje - tak, dobrze myślicie - drukowanie. Presja inflacyjna jeszcze się zwiększy, handel międzynarodowy będzie zamierał. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to stagflacja.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...