piątek, 22 października 2010

Dlaczego im więcej tracimy tym więcej ryzykujemy?

Choć trudno nam się do tego przyznać, każdy z nas ma w sobie Nick'a Leesona. Przynajmniej każdy, komu nic co ludzkie nie jest obce.

Gdyby ktoś przypadkiem nie wiedział kim jest Nick Leeson, to krótko o nim. Dziś po czterdziestce, w wieku 28 lat w pojedynkę doprowadził do upadku i przejęcia przez ING najstarszego banku brytyjskiego Barrings. Grając na rynkach towarowych stracił na jego rachunek obłędną jak na tamte czasy sumę ponad 800 mln funtów. Co najważniejsze dla nas w tej historii, to fakt, że tracąc coraz więcej Leeson otwierał coraz większe pozycje. Miał nadzieję, że w końcu los się odwróci i uda mu się "odrobić" gigantyczne straty.

Zostawmy jednak biednego (choć po wyjściu z więzienia wiedzie raczej przyjemne życie jako swego rodzaju celebryta) Leesona i zastanówmy się, co popycha ludzi do ponoszenia coraz większego i większego ryzyka i jakie to może mieć konsekwencje dla naszego inwestowania/grania na giełdzie.

Intuicyjnie oczywiste jest, że na podejmowaną przez nas decyzję mają kolosalny wpływ warunki w jakich się znajdujemy. Ekonomiczne decyzje są zaś warunkowane przede wszystkim przez kapitał jakim dysponujemy w momencie podjęcia decyzji. Ja w życiu nie zagrałbym w loterię w której mogę przegrać lub wygrać (z prawdopodobieństwem 1/2) 1000 zł, ale już Jan Kulczyk pewnie mógłby w nią zagrać choćby do zabawy. Tak naprawdę to niewiele go ona interesuje. Tymczasem oboje możemy mieć takie same podejście do ryzyka. Tyle tylko, że ja bardziej obawiałbym się straty 1000 zł niż Kulczyk cieszyłby się z zysku w tej samej wysokości.

Jest to ogólna zasada dotycząca podejmowanych przez ludzi decyzji ryzykownych: strata boli bardziej niż zysk cieszy. Tversky i Kahneman skonstruowali w latach '70 XX wieku krzywą użyteczności opartą na tym założeniu:


 Jej podstawowe własności są następujące:
1) jest ona wypukła dla strat
2) wklęsła dla zysków
3) jest bardziej stroma w przypadku strat. 

Sprowadza się to do jednego: Będziemy podejmować większe ryzyko, jeżeli będzie groziła nam strata i mniejsze ryzyko jeśli będziemy liczyć na zyski. Potwierdzają to wyniki ankiet przeprowadzonych przez Tversky'ego i Kahnemana. Ci sami respondenci mieli wybrać najpierw między loteriami A i B:
A - wygrana 1000 zł z prawdopodobieństwem 1/2 lub brak wygranej
B - z prawdopodobieństwem 1 (czyli na pewno) otrzymanie 500 zł.
Następnie zaś między C a D
C - strata 1000 zł z prawdopodobieństwem 1/2 lub brak straty (prawdopodobieństwo 1/2)
D - strata na pewno 500 zł

Najpierw spróbujcie sami odpowiedzieć na to pytanie w odniesieniu do siebie. A teraz wyniki. W pierwszym przypadku większość wybrała loterię B, co jest logiczne, jeżeli weźmiemy pod uwagę naturalną awersję do ryzyka. Mimo, że w drugim przypadku de facto wybór pozostaje ten sam (ryzykujemy 500zł), większość respondentów wybrała loterię C, a więc podjęła ryzyko!

Zastanówcie się, jak ta właściwość ludzkiej psychiki wpływa na wasze inwestycje. Czy nigdy nie zdarzyło się wam powiększać pozycje, które przynoszą straty? Kupić akcje za 100 zł, a następnego dnia, gdy spadną kupić kolejny pakiet za 90, a następnego dnia może za 80?
A kiedy ostatnio zrobiliście odwrotnie, to znaczy kupiliście za 100 zł, a następnego dnia, gdy cena wzrosła, za 110?

No właśnie... powiększanie pozycji przynoszących straty (jeden z najbardziej powszechnych błędów początkujących inwestorów - ba, sam go popełniałem i ... popełniam jeszcze czasem) to prosta konsekwencja kształtu naszej krzywej użyteczności na rysunku powyżej...

wtorek, 19 października 2010

Dlaczego warto obserwować kurs USD/PLN ? (część 1)

Nawet najbardziej wyrafinowane wskaźniki techniczne nie przewidują ruchu cen akcji. Dlaczego tak się dzieje? Z pewnością dlatego, że nie są one doskonałe, opierają się na założeniach, których niekoniecznie muszą przestrzegać inni uczestnicy rynku kapitałowego. Jednak równie ważnym czynnikiem wpływającym na nieefektywność tych wskaźników jest fakt powiązania kursów akcji z różnorodnymi zmiennymi zewnętrznymi, do których należy na przykład pogoda, humor dużego inwestora, plotki, a więc czynniki które raczej trudno przewidywać i modelować.

Istnieje jednak cały szereg zmiennych wpływających na ceny akcji, które są doskonale mierzalne, ba, rządzą się bardzo podobnymi prawami co ceny akcji. Jeden z pionierów analizy międzyrynkowej John Murphy (tak, ten Murphy :) ) wyróżnił cztery podstawowe rynki, które wzajemnie na siebie oddziałują: rynek akcji, obligacji, walut i terminowy (towarowy).

Pomińmy teoretyczne rozważania na temat tych powiązań i metod badań tych zależności. Nie ma na to miejsca w krótkim tekście blogowym. Zajmijmy się więc praktycznymi wskazówkami, jak wykorzystywać kurs USD/PLN w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych na rynku polskich akcji.

1) Jest to świetna wskazówka do obserwacji zaangażowania inwestorów zagranicznych w nasz rynek akcji. 
Gdy obserwujemy gwałtowny wzrost wartości złotego, oznacza to wzrost popytu na złotówki. Ponieważ akcje na GPW można kupić tylko płacąc naszą walutą, może to oznaczać, że inwestorzy zagraniczni wymieniają dolary na złotówki w celu zakupów na naszym parkiecie.
Jednocześnie obserwujemy sytuację w pewnym sensie odwrotną. Wyobraźmy sobie, że akcje KGHM kosztują 100 zł, a kurs USD/PLN wynosi 3 zł, a więc KGHM kosztuje 33,33 USD. Następnego dnia obserwujemy nagły wzrost wartości złotówki, a kurs USD/PLN spada do 2,5 zł. Wobec tego, akcje KGHM kosztują nadal 100 zł ale już 40 dolarów, względnie jego cena więc wzrosła. Możemy więc zaobserwować realizację zysków przez zagranicę.
Te dwa zjawiska stoją ze sobą w sprzeczności i pewnie nieraz jedno bierze górę nad drugim. Wydaje się jednak, że to pierwsze jest istotniejsze dla okresu krótkoterminowego. Zamykanie pozycji przez międzynarodowe instytucje nie następuje tak pochopnie. Co więcej, możemy się spodziewać, że zagranica będzie raczej wolała kontynuować trend osłabienia dolara (zgodnie z zasadą, że trend łatwiej jest kontynuowany niż zmieniany) niż ciąć zyski od razu.

Tym samym spadek USD/PLN może być krótkoterminowym sygnałem kupna akcji na GPW.

Dalsza części ukaże się wkrótce...

wtorek, 12 października 2010

Popłyniemy przez płynność?

Kiedy stóp procentowych nie da się już ciąć, bo są bliskie lub równe zeru, a gospodarka dalej cienko przędzie, "jedynym wyjściem" jest drukowanie. No, można jeszcze po prostu szybko wydawać pieniądze, zwiększając płynność na rynku. Tyle, że każdy skarbiec ma dno i nawet rezerwy FED w końcu się skończą. Więc pozostaje drukowanie. Drukowanie jest fajne, bo nagle, nie wiadomo skąd mamy za friko kolejne miliardy! Bez większego wysiłku, a więc można rzec - za darmo!

Nikt kto zajmuje się gospodarką nie jest tak bezczelny, żeby twierdzić, że nie będzie to miało wpływu na podstawowe wskaźniki makroekonomiczne. Tylko że warunki międzynarodowe i wewnętrzne sprzyjają akurat ekwilibrystyce słownej drukarzy. "Inflacja jest wciąż niska" (choć w wielu krajach stale ponad celem inflacyjnym!). Takie słowa łatwo wypowiedzieć, bo kryzys nie minął, gospodarki prawie się nie rozwijają, więc presja inflacyjna rzeczywiście nie jest zatrważająca. Co nie znaczy, że nie istnieje, a po wielkim drukowaniu, gwarantuję, w końcu znacząco wzrośnie.

"Spadający kurs dolara (drukowanie dewaluuje) jest nam nawet na rękę". W końcu Chiny sztucznie kontrolują juana rujnując nasz eksport. Drukowanie pomoże Ameryce z tym walczyć. Problem w tym, że spowoduje to bardzo silną presję na inne państwa, aby one również osłabiały swoje waluty. Nietrudno się domyślić, że i one nie mogą już obniżać stóp (EBC pozostawił je niedawno na poziomie 1%, co i tak zostało uznane za jastrzębią politykę! Tymczasem Japonia ścięła swoje stopy praktycznie do zera). Pieniądze na pompowanie w gospodarkę też już się kończą. Pozostaje - tak, dobrze myślicie - drukowanie. Presja inflacyjna jeszcze się zwiększy, handel międzynarodowy będzie zamierał. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to stagflacja.

niedziela, 10 października 2010

Doji na WIG20

Za nami tydzień, który na wykresie WIG20 wyrysował  już drugą świecę doji, tym razem bliską nagrobkowi doji, z uwagi na długi cień górny. Ponadto zamknięcie nastąpiło w pobliżu kwietniowych szczytów, co oznacza, że działają one jak opór.




To niezbyt optymistyczne wieści, świadczące o słabości trendu i możliwości jego odwrotu. To oznacza, że w dalszym ciągu przewiduję spadki. W związku z tym przeważam w swoim portfelu spółki defensywne. W tym tygodniu kupiłem PGE po dużym spadku na wieść o zwiększonej podaży ze strony skarbu państwa (cena wejścia 21,61) oraz pakiet MW TRADE (15,51), który to papier już posiadałem w portfelu, a obecne spadki uważam za korektę.

środa, 6 października 2010

Dlaczego warto być niedźwiedziem, gdy inni obstawiają wzrost?

Choćby ze względu na fascynującą giełdową zasadę według której większość jest zwykle w błędzie. Jak to się dzieje? Dlaczego nadmierny optymizm jest szkodliwy dla giełdy?

Wyobraźmy sobie giełdę na której działa 100 osób. Zawierają oni transakcje między sobą, spekulując na cenach akcji. Pośród nich zaczyna krążyć informacja, że ceny z całą pewnością będą rosły dalej (znajdujemy się już w trendzie wzrostowym). Coraz więcej osób zajmuje długie pozycje. W pewnym momencie 90 na 100 osób dokonało już takich zakupów. Rozsądne wydaje się stwierdzenie, że 90% graczy jest optymistami. W przeciwnym razie, czy dokonaliby zakupu i dalej trzymali akcje? W tym samym czasie jest tylko 10% pesymistów, którzy pozostają poza rynkiem lub utrzymują pozycje krótkie.

Cena akcji może wzrosnąć tylko wówczas, gdy zarówno kupujący, jak i sprzedający zawrą transakcję po wyższej cenie niż obecna. Skoro 90 osób już zajęło długie pozycje, to teraz zacierają tylko ręce i czekają na obiecywane wzrosty. Ale akcji nikt nie chce kupować, bo wszyscy, którzy oczekują wzrostów już to zrobili!

Popyt maleje więc do zera. Kształtuje się szczyt. Powoduje to niepokój byków, czyli, przypomnijmy,tej większej części inwestorów. Zaczyna pojawiać się podaż z ich strony na nieco niższym poziomie cenowym. Niestety, nikt nie kupuje tych akcji, bo optymiści nie mają już gotówki! Cena musi więc spaść znacznie niżej, aby przekonać dotychczasowych pesymistów, że warto kupować. Tych jest bardzo mało i mają oczekiwania bardzo niskich cen. Tymczasem niedawnych byków jest bardzo dużo i każdy z nich chce się teraz pozbyć szybko akcji.

Taka sytuacja jest normalna. Po każdym wzroście następuje spadek cen, który może być jedynie korektą. Problem jest tylko jeden: większość z tych optymistów wpakowała się w rynek akcji niedawno, zachęceni sporymi zyskami tych byków, którzy trzymają akcje od dawna. Oni nie tylko stracą swoje zyski, ale wyjdą z rynku z ogromną stratą! Tak zwane "silne ręce", czyli inwestorzy, którzy skupiają w swoim ręku 10% pozycji (w tym przypadku short) zarabiają ich kosztem.

Piszę o tym akurat teraz, gdy trwa w najlepsze pionowy niemal wzrost na wszystkich giełdach. "Puls biznesu" właśnie donosi o rekordowych cenach złota, osiągnięciu historycznych poziomów przez giełdę w Bombaju czy Turcji, ogólnej modzie na ryzykowne rynki wschodzące, popycie na produkty funduszy inwestycyjnych. Wszystkie te informacje to typowe gorączkowe nawoływanie do zakupów. Działa ten sam mechanizm jak w naszym przykładzie - znajdujemy się prawdopodobnie w pobliżu szczytu. Typowa sytuacja to wchodzenie na rynek coraz większej ilości drobnych graczy, którzy martwią się, że wszyscy wokół zarabiają, a oni są poza rynkiem. Tylko w końcu ten wzmożony popyt się skończy, a pozostaną problemy krajów PIIGS, obawy o drugie dno recesji, słabe tempo rozwoju gospodarki USA, zakończenie programów stymulacyjnych itd. itd. ...

poniedziałek, 4 października 2010

Trzech białych żołnierzy broni ropy...

...ale mają poważnych przeciwników: opór na poziomie 83,03 i przegrzane oscylatory.



CCI pokazał właśnie sygnał sprzedaży. Wydaje się także, że szczyt z 4 sierpnia powinien poważnie wystraszyć byki.

Sytuacji na ropie przyglądają się bacznie choćby posiadacze certyfikatu RCSCRAOPEN, który jest ujemnie skorelowany z cenami tego surowca. Ostatnie dni to spore spadki na tym papierze, nie widać odreagowania na wczorajszej sesji, kiedy świeca na ropie przybrała kształt doji. To przemawiałoby za krótką korektą na rynku ropy i dalszym marszu w górę. Jednak mnie nie przekonuje również sytuacja fundamentalna na rynku ropy. Obawy o drugie dno recesji nasilają się, a ceny znajdują się już na wysokich poziomach. Dlatego pozostawiam pozycje w RCSCRAOPEN.

Posiadacze RCSCRAOPEN muszą również bacznie obserwować kurs dolara do złotówki. Im dolar słabszy, tym cena ropy (notowana w USD) w przeliczeniu na złotówki niższa. To oznacza, że silna nasza waluta sprzyja posiadaczom RCSCRAOPEN (notowanym przecież w złotówkach). 

Właściwie nie powinniśmy obserwować ruchu cen Crude Oil Futures (wykres u góry) tylko Crude Oil PLN Future, który od razu przelicza wartość ropy na złotówki.

  
W tym przypadku życie niedźwiedziom utrudnia wybicie linii trendu spadkowego (strzałka w dół). Podobna sytuacja jest na wykresie "zwykłej" ropy notowanej w dolarach. Następne kilka dni powinno dać odpowiedź na pytanie, jak potoczą się losy ropy.

Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...